Aktualności

2010-05-28

W zaczarowanym świecie fotografii...

W dniach od 30 kwietnia do 16 maja 2010 Września została zaczarowana za sprawą wyjątkowego gościa, fotografa Andrzeja Jerzego Lecha, który za pomocą drobin srebra zawieszonych w żelatynowej emulsji zabrał nieco wrzesińskiej energii, by ostatecznie przeistoczyć ją w fotografie o ponadczasowej ważności. Jego niezwykle indywidualna twórczość zawsze wymaga ciszy i spokoju, o czym Lech nie raz wspominał w wywiadach. Nadzwyczajny talent potęgowany poetycką wrażliwością sprawia, że jego fotografie są nieśmiertelne. Świat zna różne formy nieśmiertelności. Artysta może zyskać nieśmiertelność dzięki swoim dziełom. Zdjęcia Andrzeja Jerzego Lecha, zwykle wykonywane starymi nawet XIX-wiecznymi aparatami mają duszę.
Andrzej Jerzy Lech to jeden z najważniejszych polskich dokumentalistów, fotograf, artysta i pasjonat mieszkający i pracujący w New Jersey i w Nowym Jorku, twórca ważnych dla rozwoju najnowszej polskiej fotografii wystaw, takich jak „Kalendarz szwajcarski, rok 1912”, „30 fotografii”, czy też „Dziennik podróżny”, został zaproszony do współpracy nad specjalnym projektem Kolekcji Wrzesińskiej przez burmistrza Tomasza Kałużnego i pomysłodawcę projektu, Waldemara Śliwczyńskiego.

"Kalendarz szwajcarski, rok 1912" - Wuppertal, Germany, 1989

Jak zaczęła się Twoja „podróż” z fotografią?
Wszystko zaczęło się od ojca i  brata. Brat był zwykłym amatorem jakich tysiące, nie miał cierpliwości do fotografowania i często, na moje szczęście, zostawiał mi do posprzątania ciemnię. Ojciec był oficerem Wojska Polskiego. Dużo i z wielką pasją fotografował. Jego zdjęcia często przedstawiały poligony, żołnierzy z pięknymi pannami na zabawach w remizach strażackich, ładnie „zakomponowane” pejzaże. Moja podróż z fotografią rozpoczęła się właśnie od „lektury” zdjęć ojca, które on tak starannie wklejał na czarne strony swoich albumów. Do dziś pamiętam, jakie wrażenie wywoływały na mnie te stare, małe, posepiowane zdjęcia z pofalowanymi brzegami. Tak, to były moje pierwsze fotograficzne inspiracje. To właśnie fotografie ojca wyrobiły we mnie tę wrażliwość fotograficzną, która jest we mnie do dzisiaj. Dodatkowe wrażenie potęgował proces wywoływania.  Zdjęcia zawsze sam wywoływałem. Ciemnia – ten zapach… Czy ty byłaś kiedyś w ciemni?

"Kalendarz szwajcarski, rok 1912"  - Jersey City, New Jersey, 1993

Czym właściwie jest dla Ciebie fotografia?
Fotografia jest moim życiem. Jest mną. Bez niej mnie nie ma, nie istnieję! Bez niej już nie umiem normalnie żyć! Każda fotografia jest fotografią pamiątkową. Jest wspomnieniem, przypomnieniem, unaocznieniem. To jest dla mnie bardzo ważne. O każdym swoim zdjęciu myślę właśnie w ten sposób. Najważniejszą jednak sprawą nie jest to, co jest na fotografii, ale jak na niej jest! Chodzi o klimat, jaki panuje w danym miejscu i w danym czasie. Chodzi właśnie o to, by uchwycić go na zdjęciu. Zatrzymać czas. Wtedy ono jest magiczne, przyciąga wzrok i - co najważniejsze - jest ogromnym ładunkiem energii. Tak, fotografia ma energię. Są ludzie, którzy mają zdolność odczytywania jej ze zdjęć. Fotografia analogowa, ta klasyczna, ma po prostu w sobie jakąś przedziwną moc. Fotografia jest też odbiciem, odciśnięciem po nas śladu.

"Kalendarz szwajcarski, rok 1912"  - Opole, Polska, 1985

Czy miałeś swojego mistrza, czy kiedyś chciałeś kogoś naśladować?
Nigdy nie chciałem nikogo naśladować! Tak, miałem swojego wspaniałego Mistrza, mentora i nauczyciela, który wprowadził mnie do magicznego świata fotografii. Był nim Borek Sousedik, mój profesor z ostrawskiego Konserwatorium Sztuki. To on nauczył mnie bardzo istotnej rzeczy –  jak do końca korzystać z negatywu, czym on jest, jak go szanować. Nauczył mnie też, czym jest tak zwane fotograficzne myślenie. Kiedy fotografuję, to „myślę” całym kadrem, widząc najpierw formę, a później treść. To przecież właśnie forma tworzy obraz, jego treść. Elementy tej formy budują treść fotografii, są jej alfabetem, z którego buduje się przyszły obraz fotograficzny. To tak jak wtedy, gdy oglądasz już gotowe zdjęcie oprawione w czarną ramkę. To ona symbolizuje, że kadr jest całością, jest zamknięty. Tego nauczył mnie mój Mistrz. Ta umiejętność jest bardzo ważna. Mam ciągle też innych mistrzów. Są to głównie fotografowie amerykańscy z najlepszego według mnie czasu fotografii. Ten czas nazywam złotą erą fotografii. Myślę, że dla niej wszystko co najważniejsze stało się w pierwszych stu latach od oficjalnego zarejestrowania tego wynalazku. Paryż, rok 1839…

"Kalendarz szwajcarski, rok 1912"  - Sopot, Polska, 1987

Dlaczego Ameryka? Czym Cię „oczarowała”? Co w niej kochasz najbardziej?
Kiedy na początku lat 80-tych rozpoczynałem życie fotograficzne, a dokładniej mówiąc studia na Wydziale Fotografii Artystycznej Konserwatorium Sztuki w Ostrawie, polska fotografia była bardziej zajęta innymi sprawami, niż samą sobą. Ruch konceptualny, badanie medium, dziecięca choroba naukowości, w końcu polityka. To jej zaangażowanie w sprawy niefotograficzne bardzo mnie drażniło. Polska fotografia została na długie lata zablokowana. Fotografia europejska była inna. Ameryka tak naprawdę jest jej ojczyzną. To właśnie fotografia jest sztuką narodową Ameryki, a Nowy Jork, dla takich fotografów jak ja, jej mekką.  Dla mnie fotografia jest celem, a nie tylko środkiem do celu. Nie traktuję fotografii instrumentalnie, tacy są też właśnie amerykańscy fotografowie.

Coney Island 2006

W Twoich kadrach zwyczajne przedmioty nabierają nieznanego wcześniej wymiaru, jak znaleźć takie ponadczasowe miejsca?
Ja tych miejsc nie szukam, ja je znajduję. Niektórzy fotografowie powracają do miejsc, w których kiedyś już robili zdjęcia. Powracają do swoich ulubionych przestrzeni, w których czują tę energię. Ja również je mam. Lubię powracać do ogrodu mojej teściowej. Martwa natura to nie jedyny ukryty tam skarb. W pobliżu tego ogrodu znajduje się stary, wiejski cmentarz. Kocham cmentarze. Pamiętam otaczający go gruby, ceglany, czerwony, ciepły od słońca mur. Robiłem tam zdjęcia wiele razy. To był mój poligon doświadczalny. Miejsce to jednak wciąż jest dla mnie szczególne. Powróciłem tam po 15 latach i znów fotografowałem. To była refotografia własnej fotografii. Bardzo ciekawe i inspirujące doświadczenie.

"Dziennik podróżny" - Asbury Park, 2001

W jaki sposób tworzy się mistrzowskie zdjęcia?
Podstawą jest odpowiednie myślenie. Najważniejsze jest by myśleć obrazem, a nie przedmiotem. Fotografowie zazwyczaj myślą tematem, a nie formą. A przecież niemal cała praca przy fotografowaniu odbywa się przed naciśnięciem spustu  migawki. Nie sztuką jest strzelać setki zdjęć i dopiero później próbować znaleźć na nich coś, co mogłoby być ważne. Powinno być odwrotnie. Czasem choćby banalny przedmiot można sfotografować w taki sposób by wzbudzał sobą wrażliwość, o której nikt wcześniej by go nie podejrzewał, by nabrał znaczenia symbolicznego.

"Dziennik podróżny" - Paterson, 2006

Czy fotografia czarno-biała jest dla Ciebie wyznacznikiem doskonałości?
Myślę, że taka fotografia jest dużo bardziej atrakcyjna od barwnej. Łatwiej skupić się na jej układzie, kiedy wzroku nie nęcą barwy, tylko kształty, układ, a to przecież jest najważniejsze dla kompozycji zdjęcia. Fotografia czarno-biała nie zakłóca nam odbioru treści, jaką niesie zdjęcie. Temat jest bardziej wyrazisty, czytelny. Fotografia czarno-biała ma kapitalną strukturę. U mnie wyzwala jeszcze dodatkowe emocje, sentyment do moich pierwszych inspiracji.

"Dziennik podróżny" - Quintana, Mexico, 2007

Czy to właśnie przez sentyment do zdjęć w sepii narodziło się Twoje zainteresowanie wykonywaniem fotografii starymi aparatami w dawnych, zapomnianych technikach?
Tak. Patrząc na ustawiających się przed obiektywem ludzi mam pewną wizję przyszłego obrazu. Dopiero na dużej matówce mojej kamery wizja ta przeradza się w obraz przyszłej fotografii. Wtedy zaczyna działać magia starego aparatu. Wszystko jest czarno-białe, obraz widzę do góry nogami, prawa strona jest lewą stroną, a lewa prawą. Myślę, że to dzięki temu moja fotografia jest dokładnie taka, jak ją czuję. Nowe aparaty, szczególnie te cyfrowe, są pozbawione czegoś, co ja nazywam celebracją fotografii, aurą i magią wypływającą ze sprzętu, później z gotowego obrazu fotograficznego...

W jaki sposób w Twoim posiadaniu znalazła się zabytkowa kamera, z którą przyjechałeś do Wrześni, aparat z 1897 roku zbudowany specjalnie do wykonywania zdjęć grupowych? Ile takich skarbów masz jeszcze pod ręką?
Kamerę tę kupiłem. Nie ma ich już dużo. Są unikalne. Dostanie do niej negatywów, szczególnie w panującej teraz erze fotografii cyfrowej, jest bardzo trudne. Pozostało już tylko kilka firm, które chcą je produkować w limitowanej ilości. Negatywy do mojej kamery sprowadzam z Chin. Prawdę mówiąc z niepokojem spoglądam w przyszłość. Boję się, że nadejdzie taki dzień, kiedy niestety ich już nie będzie wcale. Wtedy zacznę je sam produkować… Mam jeszcze większą kamerę tego typu. Jej też używam. Jestem kolekcjonerem starych aparatów i starej fotografii. Wszystkie moje kamery są w stanie używalności, gotowe do fotografowania.

Większość Twoich zdjęć to pejzaże. Czy jest to wpływ tak zwanej fotografii elementarnej, nurtu, którego jesteś współtwórcą?
Nie, to nie jest wpływ fotografii elementarnej. Fotografia elementarna jest niestety dość niefortunnym określeniem. Jest w pewnym sensie nurtem, który tak naprawdę nigdy nie istniał. Tworzyłem swoją fotografię, która była też bliska formalnie i ideowo moim kolegom. Spotkaliśmy się kiedyś we Wrocławiu i postanowiliśmy być ze sobą. Trwało to kilka lat, a zaczęło się moją wystawą z roku 1983 pod tytułem „60 furtek”, którą otworzyłem premierowo we wrocławskiej Galerii Foto-Medium-Art.

Jak będzie wyglądała Kolekcja Wrzesińska widziana oczami Andrzeja Jerzego Lecha?
Będą to prace przedstawiające grupy ludzi fotografowanych w stylu tak zwanych zdjęć „strażackich”. Pozowane, trochę „na baczność”, oficjalne, na których ludzie z pełną powagą patrzą się prosto w obiektyw mojej kamery, czyli w moje oczy. Aparat ustawiony na statywie, długi czas ekspozycji negatywu. Gdzieś tu unosi się duch XIX-wiecznej amerykańskiej fotografii bankietowej.
Aparat fotograficzny, którym fotografowałem we Wrześni w ramach projektu „Subiektyw – czyli Kolekcja Wrzesińska”, został zaprojektowany pod koniec XIX wieku w Nowym Jorku specjalnie do tego typu zdjęć, czyli do fotografowania na bankietach i przyjęciach dużych grup ludzi.
Powoli materializuje się to, co zostało przeze mnie zarejestrowane podczas tego pobytu. Prace te będą fotografiami stykowymi, czyli odbitymi metodą kopii kontaktowej, wykonanymi na szlachetnym papierze fotograficznym. Odbitki te będą w kolorze sepii dodatkowo zafarbowane naturalnym herbacianym barwnikiem.

 

Rozmawiała
Julia Drozda

Biuletyn Informacji Publicznej

jak załatwić sprawę w urzędzie

Mapa powiatu

Przegląd Powiatowy - Biuletyn Informacyjny Powiatu Wrzesińskiego

Szlak Piastowski

Kronika filmowa Powiatu Wrzesińskiego

Bezpłatny System Informacji Sisms.pl

Atrakcyjne nieruchomości na sprzedaż

Powiatowy Rzecznik Konsumentów

Powiat Wrzesiński - zobacz naszą prezentację

Ostrzeżenia, Komunikaty, Informacje

Oferty pracy on-line

Aby obejrzeć mapę powiatu, prosimy o zainstalowanie programu Adobe Flash Player. Pobierz najnowszą wersję odtwarzacza Flash.

Wybór mapy powiatu:

Mapa google System informacji przestrzennej