Tradycja na co dzień
Rozmowa z Andrzejem Jarząbkiem, wiceprezesem zarządu Kurkowego Bractwa Strzeleckiego we Wrześni, trzykrotnym królem kurkowym, artystą amatorem.
Jaka jest geneza bractw kurkowych?
W średniowieczu powoływano je do obrony murów miejskich. W czasie wojen, gdy rycerstwo stawało do walki w polu, oddziały sformowane przez rzemieślników i kupców ochraniały miasto. Każdy z nich odpowiadał za określoną bramę lub fragment murów. Na początku byli to łucznicy, potem kusznicy, a kiedy do powszechnego użycia weszła broń palna – po prostu strzelcy. Wrzesińskie Bractwo Kurkowe powstało dopiero w 1854 roku – późno, ponieważ Września jako miasto otwarte nie posiadała murów. W XIX wieku charakter ich działalności był już inny.
Co się zmieniło?
Bractwa kurkowe służyły doskonaleniu umiejętności strzeleckich, sprzyjały integracji ich członków, miały przy tym silnie patriotyczny charakter. Początkowo wśród członków wrzesińskiego bractwa przeważali Niemcy, ale jeszcze przed końcem zaborów te proporcje zmieniły się na korzyść Polaków. Bracia prowadzili działalność obywatelską. Kierowali się swoistym pragmatyzmem – doskonalili umiejętności posługiwania się bronią, bo przeczuwali, że kiedyś w sprzyjających warunkach będą mogli ją wykorzystać. To byli prawdziwi patrioci.
Skąd się wzięła nazwa bractwo kurkowe?
Od strzelania do sylwetki kura. Tradycja ta sięga swoimi korzeniami średniowiecza. My również kultywujemy tę tradycję podczas strzelania królewskiego z okazji Zielonych Świątków i 11 listopada. Każde bractwo ma nieco inne zasady: niektóre strzelają do sylwetki wyciętej z drewna do momentu, aż cała się rozłupie, inne zaś, tak jak nasze, mierzą do żerdzi do momentu, gdy kur spadnie na ziemię. Dzięki temu zwycięzca, król kurkowy, może cieszyć się swoim trofeum w całości.
Kiedy wstąpił pan do Bractwa?
W 1994 roku, kiedy zapadła decyzja o jego reaktywowaniu. Waldemar Grześkowiak, inicjator przedsięwzięcia, zwrócił się do mojego ojca Władysława Jarząbka o pomoc. Dlaczego akurat do niego? Bo mój dziadek był przed wojną królem kurkowym (nomen omen został nim w dniu urodzin taty w 1926 roku). Dziadek, Antoni Jarząbek, miał restaurację przy ul. Warszawskiej, dzierżawił też bufet na strzelnicy i był jej administratorem. W tamtych czasach Bractwo Kurkowe należało do najważniejszych instytucji w mieście. Tata całą młodość spędził na strzelnicy. Jego wiedza na temat historii bractwa jest ogromna. W 1939 roku bractwo rozwiązano. Nawiasem mówiąc udało nam się odzyskać ostatnią tarczę królewską, do której strzelano. Mamy szczęście, bo za przechowywanie takich pamiątek podczas okupacji groziły poważne represje. Po wojnie warunki polityczne nie sprzyjały kontynuowaniu brackiej tradycji. Ale życie nie znosi próżni i działalność tę w pewnym stopniu przejął LOK. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych bractwo mogło znów zacząć działać. To było niesamowite przeżycie, kiedy po raz pierwszy zawieszono mi na szyi ten sam łańcuch królewski, który pół wieku wcześniej nosił na piersi mój dziadek!
Jakie wartości przyświecają współczesnemu bractwu?
Naszym zadaniem jest pamiętanie o ważnych dla Polaków świętach. Pielęgnujemy nasze lokalne tradycje, a salut armatni stał się elementem wielu uroczystości. Codziennie karmieni jesteśmy medialną papką, którą sprzedaje nam telewizja, stąd komentarze niektórych: co to za ludzie z piórkami przy kapeluszach, z medalami. Podoba mi się, że w Hiszpanii, Włoszech, Holandii kultywuje się wiekowe zwyczaje, tam nikt się temu nie dziwi.
Czy bractwo może przyciągać młodych?
Tak. W niektórych bractwach kurkowych funkcjonują już drużyny młodzieżowe, ale nie są to jeszcze w pełni bracia kurkowi. My nawiązujemy kontakty z harcerzami. Strzelali razem z nami w tegoroczne Zielone Świątki. Bractwo jednak nie jest dla wszystkich. Członkostwo wiąże się z pewnymi wydatkami, stąd może uchodzić za organizacje elitarną. Członkiem bractwa może zostać obywatel polski powyżej 25 roku życia, niekarany, cieszący się dobrą opinią. Kandydat musi być zarekomendowany przez dwóch braci. Nie chcemy, by bractwo kurkowe miało charakter masowy. Stawiamy na aktywnych i dojrzałych ludzi. Organizujemy imprezy kameralne, choć w niektórych zawodach uczestniczyć może każdy. Część dochodów z nich uzyskanych przekazujemy na cele charytatywne.
Wiem, że jest pan utalentowanym malarzem. Kiedy zaczęła się pana przygoda ze sztuką?
We wczesnym dzieciństwie. Pierwszymi rysunkami zdewastowałem starą niemiecką encyklopedię! Jako amator do wszystkiego dochodziłem sam, wyważałem otwarte drzwi. Pierwsze obrazy okupywałem olbrzymią ilością błędów. Maluję w różnych technikach: od olejów i pasteli, poprzez gwasz i akwarele. Fachową wiedzę czerpię z książek o plastyce i historii sztuki. Jestem z wykształcenia magistrem inżynierem mechanikiem, przez wiele lat pracowałem jako konstruktor, ale stale ciągnęło mnie do sztuki. Wierzę, że nasze predyspozycje uwarunkowane są rodzinnie. Zdolności plastyczne odziedziczyłem po ojcu i cioci. Zawsze zastanawiałem się, skąd u mnie zamiłowanie do precyzyjnego modelarstwa – okazuje się, że mój chrzestny, wujek Edward Jarząbek, był zegarmistrzem. Swoje zdolności wykorzystuję na rzecz bractwa. Przygotowuję każdą tarczę, rzeźbię sylwetki, opracowałem też projekt sztandaru i umundurowania brackiego.
Dlaczego zainteresował się pan tworzeniem ikon?
Podoba mi się ich estetyka, praca nad nimi uspokaja i wspaniale wycisza. Pisząc ikony należy korzystać ze wzoru ustalonego przed wiekami. Pracując nad nimi dowiaduję się wielu całkiem nowych rzeczy. Weźmy na przykład ikonę przedstawiającą ostatnią wieczerzę – apostołowie ubrani są w różnokolorowe szaty – czerwone, żółte, zielone, ale tylko jeden z nich w brązowe. Okazuje się, że brąz to kolor nieczysty, człowiek noszący go oznaczał grzesznika, w tym wypadku Judasza. Fascynuje mnie poznawanie tajemniczej symboliki ikon.
Rozmawiała
Ewa Konarzewska-Michalak
Kurkowe Bractwo Strzeleckie we Wrześni założono 1 maja 1854 roku. Jego dewiza: Ćwicz oko i dłonie w Ojczyzny obronie świadczy o patriotyzmie jego członków. Bracia kurkowi brali udział w powstaniu wielkopolskim, stworzyli też straż czuwającą nad porządkiem w mieście i wstępowali do Legii Ochotniczej Wrzesińskiej walczącej z bolszewikami w 1920 roku. Po odzyskaniu niepodległości Bractwo organizowało turnieje strzeleckie (o godność króla kurkowego i żniwny) oraz uczestniczyło w uroczystościach patriotycznych. W 1926 roku oddano do użytku strzelnicę przy ul. Ogrodowej (obecnie własność LOK-u). W czasie II wojny światowej działalność bracka została zakazana, wielu braci zmuszonych było wyjechać z Wrześni. Organizację reaktywowano 30 października 1995 roku, pierwsze strzelanie zaś odbyło się już 17 grudnia 1994 dla uczczenia 140. rocznicy istnienia bractwa. Obecnie wrzesińskie bractwo z siedzibą w strzelnicy przy ul. Wojska Polskiego liczy 29 członków.















