Pomoc nie dla każdego
Sadownicy, którzy w terminie złożą wnioski do programu pomocowego ARiMR, mogą uzyskać spore refundacje. Nie wiadomo jednak, czy się zakwalifikują. Komisje klęskowe jeszcze nie zakończyły szacowania strat w gospodarstwach poszkodowanych w tym roku.
Program ma na celu odbudowę produkcji rolniczej zniszczonej przez klęski żywiołowe i wyrównanie strat w środkach trwałych, czyli w tym wypadku w drzewach owocowych. W samej gminie Pyzdry powierzchnia straconych upraw rolnych z powodu majowych przymrozków objęła 540 ha, szkody oszacowano na 3 mln 353 tys. złotych. Sadownikom i rolnikom zaproponowano też kredyty preferencyjne. W gminach powołano komisje klęskowe, które przygotowują protokoły strat w gospodarstwach według wskazań Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu.
Dotacja przejdzie koło nosa?
Od 18 lipca rozpoczął się nabór wniosków do programu ARiMR. Oferuje on do 300 tys. zł refundacji na jedno gospodarstwo. Trzeba jednak spełnić dwa warunki. Po pierwsze zniszczenia w uprawach muszą przekraczać 30% średniej rocznej produkcji i po drugie straty w środkach trwałych gospodarstwa mają być nie mniejsze niż 10 tys. złotych. Minął lipiec, a komisje jeszcze nie oszacowały strat trwałych. Plantatorzy denerwują się, bo nieprzekraczalny termin składania wniosków upływa 29 sierpnia. W gminie Pyzdry 24 plantatorów zgłosiło się z prośbą o wycenę sadów. Pyzdrska komisja odwiedziła je w dniach 1-3 sierpnia. Jej członkowie tłumaczą, że wcześniej nie było to możliwe, bo dopiero 29 lipca ogłoszono wytyczne dotyczące szacowania uszkodzeń trwałych sadów.
Wojciech Tomaszewski, przewodniczący komisji w Pyzdrach, informuje: – Średnie ceny kwalifikowanego materiału szkółkarskiego, według których wyceniamy straty, nie zadowalają sadowników, wahają się od 7,50 do 14,50 zł za drzewko. Nie wiemy też, czy wnioski są realne do zrealizowania, bo szacunki przeprowadzono po terminie. Poza tym już wcześniej wyceniono utracone plony i nie jest jasne, czy dodatkowe szacunki wykonane kilka tygodni później będą uznane. Czekamy na odpowiedź wojewody.
Komisja klęskowa z Kołaczkowa powinna oszacować szkody w pięciu sadach znajdujących się w gminie. Jej członkowie zapowiedzieli, że podpiszą protokoły, które razem z wnioskami trafią do ARiMR. Jednak nie podpiszą protokołów przeznaczonych dla Urzędu Wojewódzkiego. Komisja tłumaczy, że na polecenie wojewody miała oceniać szkody wywołane tylko wiosennymi przymrozkami, a nie wcześniejszymi podtopieniami i zimowymi mrozami, które są główną przyczyną trwałych zniszczeń w kołaczkowskich sadach. Poza tym przepisy mówią, że szkody można oceniać tylko do dwóch miesięcy od daty ich zgłoszenia.
Teraz, gdy komisje wyjechały w teren, wszystko zmierza w dobrym kierunku. Sadownicy niedługo otrzymają protokoły z oszacowania strat trwałych i tym samym będą mogli złożyć wnioski do ARiMR.
Zaniżone szacunki
Komisje oszacowały już zniszczone uprawy. Zdaniem rolników spisane protokoły nie do końca oddają wielkość strat. Podane przez Urząd Wojewódzki w Poznaniu tabele plonów i cen opracowano na podstawie danych z GUS-u. Według nich z jednego hektara można uzyskać na przykład 10 ton jabłek, kilogram owoców wyceniono na 50 groszy. Plantatorzy twierdzą, że potrafią z hektara uzyskać około 20 ton, a wysokiej jakości odmiany sprzedać za ponad 1 złoty za kilogram. Wyliczone przez Urząd Wojewódzki ewentualne przychody będą miały znaczenie przy udzielaniu kredytów.
Zniszczenia w 22-hektarowym sadzie Pacyńskiego w Zielińcu sięgnęły 95% i wyceniono je na 130 tys. złotych. – Straciłem znacznie więcej, gdzieś ponad 300 tys. złotych. Zbieram zwykle 350-400 ton, tym roku około 20 ton.
Donata Wojciechowska, która razem z mężem prowadzi sad w Pyzdrach dołączyła do protokołu oświadczenie, że nie zgadza się z podanymi wyliczeniami, zaproponowała wycenę opracowaną na podstawie faktur z ubiegłorocznej sprzedaży. – Wyceniłam kilogram jabłek średnio na 1 zł. Nie wiem jeszcze, czy to będzie uznane.
Kredyty dopiero jesienią
Gospodarz, który chce uzyskać kredyt preferencyjny, musi wykazać, że poniósł straty powyżej 30% średniej rocznej produkcji z trzech ostatnich lat. Przy ich podliczaniu brane są pod uwagę dochody z wszystkich upraw w gospodarstwie oraz hodowli zwierząt. Jeśli gospodarz stracił na przykład cały plon rzepaku, ale uprawia jeszcze buraki cukrowe, ziemniaki i hoduje świnie, to może się okazać, że straty okażą się mniejsze niż wymagane 30%. W gminie Nekla zakwalifikowano tylko 7 wniosków na 70 złożonych przez rolników. – Najbardziej ucierpieli ci uprawiający cebulę, rzepak, kukurydzę i zboża. Zbiory będą o 50-60% mniejsze – mówi Elżbieta Narożna. W gminie Pyzdry, gdzie mieszka sporo sadowników, złożono 140 wniosków, 118 z nich zaakceptowano, w Kołaczkowie na 34 uznano 14. W gminie Miłosław na 18 złożonych wniosków zakwalifikowało się 3, a w gminie Września na 133 tylko 8. Jak widać, jedynie nieliczni spełnili postawione warunki. Uruchomienie linii kredytów preferencyjnych nastąpi prawdopodobnie jesienią.
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przewidziało dodatkowe formy wsparcia – umorzenie składek KRUS i ZUS, należności wobec ARiMR czy ulgi w podatku rolnym. – Nie staram się o umorzenie KRUS-u, to mi się nie opłaca. Za rok będę musiała płacić podwójnie, to jak kredyt – mówi Donata Wojciechowska. – A ulgi trudno otrzymać, bo każda sprawa rozpatrywana jest indywidualnie. Znajoma starała się w gminie, bez rezultatu.
Ewa Konarzewska-Michalak















